Blog autorski
Jolanty Szwalbe

Niedziela, Czerwiec 9, 2024, 20:25 | Brak komentarzy »

9.06.24

„ Porada jak pocałunek nic nie kosztuje, a przyjemnie jej udzielać” -  George Bernard Shaw (1856-1950)

Dziś będzie o dobrych radach, które mają nawet swoje święto w kalendarzu. Tak, 13. czerwca jest Świętem Dobrych Rad. Wydaje się, że chętniej rad udzielamy niż je przyjmujemy. Dlaczego? Jedną z odpowiedzi jest moim zdaniem dzisiejsze motto. Chociaż z tym pocałunkiem to na dwoje babka wróżyła. A co jak nas pocałuje …złodziej? Artur Maria Swinarski radzi wówczas: „ Przed złodziejem nie uchowasz / nawet własnej gęby. / Gdy cię złodziej pocałował, / przelicz wszystkie zęby”

Natomiast nawet najlepsze rady nie pomagają tenisistkom mierzącym się z Igą Świątek, która po raz czwarty wygrała Rolanda – Garrosa. Każda z sześciu, które - z wyjątkiem Osaki - łatwo i szybko pokonywała w dwóch setach nasza tenisistka, z pewnością usłyszała wiele dobrych rad od swojego sztabu szkoleniowego. Być może któraś z pokonanych usłyszała nawet radę Novalisa: „ Kiedy zobaczysz olbrzyma, sprawdź najpierw, jak wysoko stoi słońce i przekonaj się, czy to czasem nie jest tylko cień”. Owszem ta rada działa w wielu przypadkach, ale nie na korcie, kiedy gra Iga. Dlaczego? Bo Iga Świątek, światowa „ jedynka” to rzeczywisty olbrzym tenisa kobiecego, a wszystkie pozostałe tenisistki są jak na razie przy jej grze cieniem.

Wkrótce koniec roku i wakacje oraz urlopy. Czy będą wymarzone? Pewnie dla jednych tak, dla drugich bynajmniej. A propos marzeń to podpowiadam za Mieczysławem Rolnickim: „ Nie wystarczy życzyć: „ Oby spełniły się twoje marzenia”, ale koniecznie dodaj: „ i abyś po ich spełnieniu był zadowolony”

 „ Dwie babcie rozmawiają. Jedna mówi: - Wczoraj w telewizji widziałam Brigitte Bardot. Pamiętasz, jak my chciały wyglądać tak jak ona? Nasze marzenia się spełniły!” Czy spełnienie marzenia przyniosło też zadowolenie obu fikcyjnym babciom, tego niestety nigdy się nie dowiemy. Z wyjątkiem prawdziwych babć, które o tym samym marzyły.

Przed latem z pewnością zwiększa się zainteresowanie sposobami na schudnięcie. Wiadomo z jakiego powodu. U dietetyka: „ – Co mam zrobić, żeby do lata mieć płaski brzuch? – Proszę namalować sobie pępek na plecach.”                                                                     

„ Najlepszym środkiem na schudnięcie jest 2 kilo zwykłego grochu. Wysypuje się go codziennie przez okno, a potem zbiega na ulicę i zbiera.” – radził Lucjan Kydryński. Rada owszem skuteczna pod warunkiem, że mieszkamy co najmniej na czwartym piętrze i wyżej, ale bez windy.

Na lato nie tylko cieszą się ludzie, ale i …muchy. Walka z nimi jest trudna bo otwarte okna i drzwi latem to dla nich zaproszenie do środka. A co jeśli wlecą do nosa? „ Posiadającym muchy w nosie dam radę: zakładajcie tam maleńkie muchołapki.”- radził Mieczysław Michał Szargan, który też doradzał na okoliczność nie tylko spotkań wakacyjnych: „ Dobra rada – nie głaszcz gada.”

Niezależnie od pory roku rodzice lubią dawać rady dzieciom. Na przykład: „ Synu, jeśli naprawdę chcesz czegoś w tym życiu, musisz na to zapracować. Teraz cicho! Zaraz ogłoszą numery loterii.” -  rada autorstwa amerykańskiego pisarza i twórcy filmów animowanych Matta Groeninga.

Dobrze być otwartym na rady innych. Na przykład rodzice dla własnego dobra powinni otworzyć się na radę amerykańskiej aktorki Phyllis Diller: „ Zawsze bądź miły dla swoich dzieci, ponieważ to one wybiorą twój dom spokojnej starości.” Choć co do otwartości to Groucho Marx radził: „ Bądźcie otwarci, ale nie na tyle, żeby wasze mózgi wypadły.”

Wisława Szymborska też dawała dobre rady.  Na przykład: „ Oszczędzając wstydu damie  / lepiej cicho siedź, ty chamie.” Rada tym cenniejsza, że niestety przewaga tych drugich nad tymi pierwszymi rośnie w zastraszającym tempie. Taki to znak naszych czasów.

A jak bardzo rady lekarzy bierzemy sobie do serca? „ Lekarz powiedział mi, żebym uważał na to, co piję. Teraz piję przed lustrem.”- zwierzył się amerykański komik Rodney Dangerfield

I ostania już dziś rada na każdy czas i dla każdego:

„ Zawsze warto / Rzec durniowi, że jest durniem. / Nawet gdy / Asekuruje się odgórnie. / Zawsze warto / Czasem wiedzieć, co się myśli, / I powiedzieć / To, nim wszyscy z sali wyszli./…/ Zawsze warto, / Żeby kiedyś nie mieć kaca, / Zrobić coś / Co się być może / nie opłaca!” – radził Jonasz Kofta

Uśmiechnij się ! ( mimo wszystko)

Co jeszcze radzą nam lekarze?

Powiedziałem lekarzowi, że złamałem nogę w dwóch miejscach. Powiedział mi, żebym przestał chodzić do tych miejsc." -  Henny Youngman

 - Panie doktorze, ja w nocy tak chrapię, że mnie własne chrapanie budzi. Co robić?

- Śpij pan w innym pokoju.


Sobota, Maj 25, 2024, 17:18 | Brak komentarzy »

24.05.24

„ Ona jedna dostrzegała / w durnym świecie tym jakiś ład!/ własną piersią dokarmiała,/ oczy mlekiem zalewała...” – Wojciech Młynarski ( 1941 – 2017)

Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim Mamom. Tekst Młynarskiego „ Nie ma jak u mamy” i zaśpiewany przez Autora uważam za jedną z piękniejszych piosenek o Mamie. Chciałabym napisać dowcipny tekst o Tej, która „ wychowała jak umiała”. Ewa Jędrzejko napisała w „ Kobieta w przysłowiach aforyzmach i anegdotach polskich”, że: „ matka należy do sfery sacrum, ma wyłącznie pozytywne konotacje”.  Zgoda, ale matka ma też poczucie humoru. Przynajmniej dla swojego dobra powinna je mieć. Dlatego spośród na ogół niewielu dowcipów, jakie o matkach są, wybrałam kilka, licząc na … poczucie humoru u czytających ten wpis Mam.

Rozpocznę jednak od wspomnienia poetki Anny Świrszczyńskiej: „ Moja matka zmarła wiele lat temu, ale jej wspomnienie powraca do mnie w snach. Jeden z nich dał początek mojemu wierszowi SEN: „ Dziś w nocy tuliłam do siebie moją zmarłą matkę. / Tańczyłyśmy na lekkiej trawie / Lekkie słońce jej tkliwości / Roztapiało moje ciało jak mgłę/ Dwa nasze ciała / Dwie mgły / Przenikały się błogo / Jak przed narodzeniem.”

Nikt tak nie doradzi córce jak Mama: „ – Mamo, ja nie chcę wyjść za Mariana. On jest taki stary i żylasty! – Nie marudź, gotować go będziesz, czy co?”

Mamy chętnie też dzielą się z córkami swą wiedzą: „ – Mamusiu, a co się dzieje z tym miodem z miodowego miesiąca? – Wsiąka w męża i tak powstaje… stary piernik”

Mamy odpowiedzą na każde pytanie, zwłaszcza z życia …bocianów: „ – Mamo, a co bocian robił potem, jak już dziecko ci przyniósł? – Trzy dni pił z kolegami, a potem dwa dni chrapał.”  

Wiedza Mam sięga czasami aż do …niebios bram: „„ Mamo, gdzie jest teraz babcia? – Babcia jest w niebie – mówi smutno mama – spadła z dziesiątego piętra. – Aż tak wysoko się odbiła?!

Julia Hartwig w swoich „Błyskach” cytuje pewną prośbę dziecka, którą kiedyś usłyszała i która wydała się Poetce najpiękniejszą prośbą świata. Jak brzmiała? „ „ Mamo, kup mi bułeczkę”

Piękną historię poznałam też dzięki Romie Ligockiej, która w książce„ Radość życia” opisała ją tak: „ Mały chłopczyk o imieniu Tobiasz nie lubił chodzić do przedszkola – nie lubił i często tam płakał. Któregoś dnia matka przyszła, aby go odebrać. „ Tobiasz znowu prawie cały dzień płakał” – opowiada zmartwiona opiekunka. Wracali potem do domu. – Słyszałam, synku, że płakałeś dziś w przedszkolu – powiedziała matka, ujmując małą rączkę chłopca. Mały aż przystanął z wrażenia i nie wypuszczając matczynej ręki, spojrzał na nią okrągłymi, zdziwionymi oczami. – Słyszałaś???” Roma Ligocka przyznaje, że historia ta odkąd ją usłyszała, wciąż absorbuje jej myśli jak i wciąż ją wzrusza. Mnie także. Pisarka skomentowała ją tak: „ Jakże silna, niezłomna i pewna może być wiara dziecka we wszechobecność matki, w to, że zawsze jest, zawsze będzie, zawsze usłyszy, że jest w centrum jego świata, całego uniwersum”. Zgadza się. Dopiero potem, kiedy dzieci wkraczają w wiek nastoletni, kiedy stają się pełnoletnie, słabnie wyraźnie zapotrzebowanie na wszechobecność matki. Ale nie na zawsze, o czym w wierszu Ludwika Jerzego Kerna „ Na Dzień Matki” :

„Chociaż życie bynajmniej /Nie płynie mi gładko, / Mam szczęście przynajmniej, / Że nie jestem – matką. / Bo gdybym był tą matką, to ma nieszczęśliwa/ Głowa z pewnością cała byłaby już siwa./…/ Ja matkom nie zazdroszczam – jak dawniej mawiano / Im to właśnie najraniej zaczyna się rano, / Im to pod oczy kładzie się ten szary cień, / Tudzież najpóźniej w nocy kończy się ich dzień. / W nocy często je trapi sen jakiś bolesny, / A potem znów jest ranek / Najwcześniejszy z wczesnych. / Jeśli uda się czasem ten przypadek rzadki, / Że matka zdrowo przetrwa całe stadium matki, / Że z dzieci zrobi ludzi, / Wypchnie w świat, / Odchowa – / To wtedy się przeważnie zaczyna od nowa. / Młodzi żenią się, / Robią to, co robią młodzi… / I dzięki temu matka w stadium babki wchodzi.”  

Co do mnie, to także życie bynajmniej nie płynie mi gładko, więc tym bardziej cieszę się, że mam szczęście być matką i babką. Rzecz jasna z głową całą siwą, ale szczęśliwą. Choć przyznam, że zdanie, które przeczytałam w „ Finalistce” Anny Janko: „ Pieniądze na koncie się skończą za parę dni i co wtedy? Mamie się nie polepszy, syn już nie będzie lepszy, u córki za górką górki…”  zabrzmiało dość znajomo…

Z BYCIA MAMĄ A NIE TYLKO Z OKAZJI DNIA MATKI ŻYCZĘ WSZYSTKIM MAMOM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

 – Mamusiu, masz pierwszy siwy włos. – No widzisz, rodzice siwieją, bo ich dzieci są niegrzeczne. – Teraz już wiem, czemu babcia jest taka siwa.”

 


Sobota, Maj 11, 2024, 15:19 | Brak komentarzy »

8.05.24

„ Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było” - Jaroslav Hašek (1883 – 1923)

Dziś będzie o pytaniach i odpowiedziach. Pytaniach często zadawanych by nie powiedzieć rutynowych, ale nie tylko. Będzie też o trudnych, które warto sobie zadawać samemu i na nie odpowiedzieć. Rzecz jasna bez podpowiedzi ze strony sztucznej inteligencji, która tylko na to czyha. Natomiast co do odpowiedzi na rutynowe pytania jak najbardziej można moim zdaniem korzystać z podpowiedzi. Jeśli będą uniwersalne, neutralne i dowcipne czyli takie, które i ja wyszukałam, to czemu nie? Zacznę jednak od pytań trudnych, które wymagają odwagi, by je sobie zarówno zadać jak i udzielić odpowiedzi.

Janusz Korczak przedstawia zestaw takich właśnie pytań: „Żyłeś? Ile przeorałeś? Ile wypiekłeś chlebów dla ludzi? Ile zasiałeś? Zasadziłeś drzew? Ile ułożyłeś cegieł pod budowę, zanim odejdziesz?[…] Komu i ile ciepła? Jaka była twoja służba? Jakie nagłówki rozdziałów twej drogi?”

 Ludwik Pasteur też zachęcał do stawiania sobie pytań: „ Pytajcie się przede wszystkim każdy samego siebie: co uczyniłem dla mojej wiedzy? Co dla Ojczyzny? Co dla całej ludzkości?” Co ciekawe Janusz Korczak jest autorem powieści biograficznej „ Uparty chłopiec” o życiu…Ludwika Pasteura. Być może stąd ich pytania mają tyle wspólnego. Ale jaki procent ludzkości zadaje sobie dziś te pytania?  

Martin Luther King powiedział kiedyś tak: „ Najbardziej niezmiennym i ważnym pytaniem życia jest: Co robisz dla innych?” A dużo jest do zrobienia. Dla wszystkich, bo jak przekonywał założyciel Czerwonego Krzyża Henry Dunant: „ Wszyscy mogą w ten czy inny sposób, każdy w swej dziedzinie i w miarę swych sił przyczyniać się w jakimś stopniu do szlachetnego dzieła.” Być może i sztuczna inteligencja będzie przyczyniać się w coraz większym stopniu do szlachetnego dzieła. Póki co, trwa wyścig SI z człowiekiem w różnych dyscyplinach. Dla jednych jest pasjonujący, dla drugich (w tym dla mnie) -  przerażający. Choć w jednej z pewnością nie wygra nigdy tj. z głupotą człowieka.  

Jest takie powiedzenie: Kto pyta nie błądzi? Patrząc na to co wokół nas się dzieje, czy to w życiu publicznym, czy prywatnym, nie wydaje mi się, żeby było dziś dużo pytających. Zgadzam się z Ryszardem Kapuścińskim, który w swoich Lapidariach napisał: „ Mało pytających. Dużo wszystkowiedzących. Jeżeli już ktoś pyta, warto poświęcić mu uwagę, bo to człowiek poszukujący, zastanawiający się, starający się coś zrozumieć, a jakże to rzadki  teraz przypadek.” I jakże trafna obserwacja autora aktualna do dziś:  „ Zwraca uwagę, ze jeżeli dziś się w towarzystwie o czymś mówi, prawie nie zdarza się, aby ktoś powiedział – nie wiem, nie mam pojęcia, przeciwnie – wszyscy zabierają głos, mówią ex cathedra, twierdzą, upierają się przy swoim, monologują.”

Czas na pytania standardowe, które często otrzymujemy od innych i sami też lubimy zadawać. Na przykład „No i jak było?”. Odpowiedzią może być jak najbardziej dzisiejsze motto czyli cytat z „Przygód dobrego wojaka Szwejka”. Okazji do zadawania tegoż co niemiara. Wystarczy choćby wspomnieć miniony długi weekend czy rozpoczęte właśnie matury, o czekających na to pytanie wakacjach i urlopach nawet nie wspominam.   

Drugie pytanie to „ Co słychać?”. Wacław Falczak, głowa rodu wymyślonego przez poetę i satyryka Ludwika Jerzego Kerna na potrzeby „ Przekroju” pod redakcją Mariana Eile, odpowiadał na nie tak: „ Panie, byłoby o wiele lepiej, gdyby nie było słychać tego, co słychać”. Uważam, że odpowiedź ta jest bezkonkurencyjna na nieco inne pytanie, które jest najczęściej cytowaną kwestią z ” Wesela” Wyspiańskiego: „ Cóż tam, panie, w polityce?”.  

I kolejne pytanie: ”Jak się czujesz?”.  Odpowiedź księdza Jana Twarowskiego brzmiała „Czuję się lepiej niż jutro”. Natomiast Julian Barnes, angielski pisarz kiedy zadał swemu ojcu pytanie „ Jak się masz?”  - usłyszał w odpowiedzi: „– Silnik spisuje się dobrze. Karoseria średnio. Podwozie rdzewieje.”

A co usłyszała mała dziewczynka, która zadała Marii Czubaszek dość zaskakujące dwa pytania? „ Pierwsze: czy byłam kiedyś młoda? Tak, byłam. Niestety, świadków na to nie ma, bo wszyscy już wymarli. Drugie: czy byłam kiedyś ładna? Urodę miałam zawsze nienachalną i z wiekiem jeszcze bardziej się pogłębia.”

„ Jak żyć - spytał mnie w liście ktoś, /  kogo ja zamierzałam spytać o to samo. /…/ nie ma pytań pilniejszych od pytań naiwnych.” – tak kończy się  wiersz „ Schyłek wieku” Wisławy Szymborskiej. Bardzo go wszystkim polecam.

Uśmiechnij się! (mimo wszystko)

Kiedy wyrwano ks. Józefa Tischnera z zadumy pytaniem, o czym tak myśli,

odpowiadał czasem: – Myślę, co by to było, gdyby w Morskim Oku zamiast wody było piwo.

A na pytanie z rozdziału „Teoria bytu”: Co to jest „nic”? – odpowiadał:

– Pół litra na dwóch.


Niedziela, Kwiecień 21, 2024, 14:58 | Brak komentarzy »

20.03.24

„ Życie bez książek jest jak stół bez nóg.”- Konstanty Ildefons Gałczyński

Wszyscy, którzy lubią czytać książki już w najbliższy wtorek będą celebrować Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich (23.04.). Co do mnie jestem pasjonatką czytania i nie wyobrażam sobie nie tylko życia, ale i jednego dnia bez książki. Dlatego dzisiejszy wpis będzie rzecz jasna o książkach i czytaniu.

Jak najbardziej identyfikuję się ze słowami Kazimierza Wierzyńskiego (Patron 2024 roku): „ Gdy nie mam nowych książek, wysycham jak pustynny obszar”. W jego „Dzienniku poety” wyczytałam cudowną definicję książki:

„ Książka jest najmniejszym przedmiotem, który zmieścić może całe światy. Niezliczone nadzieje, zamiary, porywy, niepewności. Wziąć ją do ręki – znaczy dotknąć zmaterializowanych snów i marzeń”. Niedawno miałam szczęście wziąć do ręki takie książki, którymi są moim zdaniem „ Dzieci Jerominów” (1 i 2 tom) oraz „ Proste życie” Ernesta Wiecherta znakomitego pisarza niemieckiego, urodzonego na Mazurach, gdzie też toczy się akcja wymienionych książek. Bardzo polecam.

Ale są i takie, o których Luis Bunuel w swojej autobiografii „ Ostatnie tchnienie” napisał: „ Od paru lat nie ma dla mnie nic bardziej odrażającego, jak zalew ordynarnych wyrazów używanych bez żadnego związku w książkach i wywiadach udzielanych przez pisarzy. Ta rzekoma liberalizacja jest żałosną karykaturą wolności.” Przyznam, że wulgaryzmy w książce skutecznie powstrzymują moją rękę przed taką lekturą. Ale jest kilka wyjątków. Na przykład taki. Znając wcześniejszą twórczość znakomitej pisarki polskiej sięgnęłam po jej najnowsze dzieło w „ciemno”. A tu taka niemiła niespodzianka. W książce Zyty Rudzkiej „ Ten się śmieje, kto ma zęby” ( nagroda Nike) wulgaryzmy wyrastają niczym grzyby po deszczu. Dla mnie to grzyby trujące. Za to w pozostałym tekście same borowiki szlachetne.

Edward Stachura, w swoich „ Dziennikach. Zeszytach podróżnych 2.” napisał: „ Książki się teraz na świecie wydaje, jak w sklepie resztę z drobnego banknotu. Większość z nich można sobie śmiało darować.” Jak najbardziej aktualne.

A jakich książek nie należy sobie darować? Gdyby odpowiedź miała dać znakomita Ewa Lipska z pewnością byłby to „ Człowiek zbuntowany” Alberta Camusa, do której poetka wróciła po latach jako „ najmądrzejszej książki świata, bardzo smutnej niestety, po przeczytaniu której z ludzi powinno się robić pasztety ( to dla rymu do niestety). Człowiek to ohydne zwierzę, trzeba topić go w likierze, demaskować na papierze, w komputerze i eterze.”- napisała w liście do Stanisława Lema. Mocne słowa o człowieku niestety znajdują uzasadnienie w światowym kryzysie na różnych płaszczyznach życia.

Zgadzam się z dowcipną wypowiedzią o książkach Alojzego Żółkowskiego, wyczytaną w jego piśmie satyrycznym Momus : „ Peruki i książki to wszystko jedno: książka nagradza łysinę duszy, a ta ciała.”

A co wyczytał Tadeusz Konwicki? „Wyczytałem gdzieś taką anegdotę z początku naszego wieku. W pewnym towarzystwie rozprawiano o zgubnych nałogach. Na to stary szlagon, przybyły ze wsi, wtrąca swoje trzy grosze: – A mój brat, panie dziejku, nie pił, nie palił, nie romansował i umarł. – A ile miał lat – ktoś pyta. – Dwa.”- co z kolei ja wyczytałam w książce „ Pamflet na siebie”.

„ Niezły pomysł, by dziecko napisało książkę dla dorosłych, bo teraz wszyscy piszą dla dzieci”- miał powiedzieć Georg Lichtenberg, żyjący w XVIII wieku niemiecki aforysta. Pomysł aktualny i dziś, co więcej gwarantuje zabawną lekturę. „ Piotrek zgubił dziadka oko, a Jasiek chce dożyć spokojnej starości” to książka autorstwa Lucyny Legut, która może posłużyć za inspirację dla wszystkich małolatów chcących zrealizować ten pomysł. Czytałam i bardzo się uśmiałam.

Zaskakujący wyobraźnią pomysł co do objętości książek dla osób będących – jak mawiała Maria Czubaszek- w rozwojowym okresie późnej dojrzałości, miał Jerzy Pilch, który sam gromadził „ zapasy grubych, a nawet bardzo grubych książek. Sposób może nie na wieczność, ale na prolongatę ostatniego oddechu. Grube książki są twoimi Szeherezadami, olimpiadami, mundialami, twoimi podróżami, twoją wodą życia.” Dlaczego grube książki? Bo choć „ masy rozmaitych rzeczy już nie dasz rady zrobić, ale nadzieję na przeczytanie grubej książki możesz mieć zawsze […] i zawsze możesz mieć złudzenie, że przed końcem – dobrniesz do końca” Amen.

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

Coś z „ Notesu Krystyny Gucewicz”:

„ Pisarz pyta kolegę literata:

- Co teraz piszesz?

- Gówno.

- To wiem, ale pod jakim tytułem?”                                  


Poniedziałek, Kwiecień 8, 2024, 23:43 | Brak komentarzy »

8.04.24

„ Możesz sobie wybierać przyszłość, ale nie możesz wybrać przeszłości.” - Maria Kuncewiczowa (1895 – 1989)

Wczoraj wybieraliśmy do samorządów ludzi, którzy będą mieli wpływ na przyszłość swoich wyborców jako mieszkańców wsi i miast a zarazem gmin, powiatów i województw. Ważny to był wybór i trudny, wziąwszy pod uwagę, że nie sposób znać osobiście kandydatów, a jednak trzeba było kogoś wskazać. W tej niekomfortowej sytuacji decydującym kryterium o wyborze kandydata była przynależność partyjna. Tak było i z moim wyborem na trzech z czterech list wyborczych. Czy Polki i Polacy dokonali dobrego wyboru? Przyszłość pokaże.   

A co z innymi wyborami człowieka? Wszak musi on podejmować w ciągu swojego życia niezliczoną ich ilość. Wyborów, które są ważne i nieważne, proste i trudne, podjęte po długim namyśle albo pod wpływem chwili, pod przymusem i dobrowolnie.  Czasami wydaje się człowiekowi, że ma za małą głowę na te wszystkie wybory. Jak słusznie zauważyła Agnieszka Osiecka niekiedy też:

 „ Od myślenia puchnie głowa, / człowiek męczy się jak krowa / i uszami puszcza dym./ Stale nowe witaminy / wymyślają sukinsyny, / ale o co chodzi w tym?/ Kolor spodni / system rządów, / czas odjazdu,/ tu czy tam - / człowiek musi, / do cholery, / wybrać sam!”

A propos myślenia. Tu dopiero czeka na człowieka zagwozdka. Jak tłumaczył bowiem prof. Kotarbiński „ świat myśli  jest olbrzymi i trzeba coś wybrać, czegoś zaniechać, czemuś nadać walor główny”.

Są też wybory o ogromnym ciężarze gatunkowym, jako że sprawy, których dotyczą są z kategorii tych fundamentalnych zarówno dla postawy życiowej jak i sumienia człowieka. Na przykład: „ kto chce żyć w zgodzie z prawdą, nie uniknie konieczności dokonania wyboru między „duchową niezawisłością” a „duchowym lokajstwem”, miedzy prawdą a kłamstwem”- głosił Aleksander Sołżenicyn. Z kolei wybitny węgierski eseista Bela Hamvas podaje drugi przykład:

Człowiek może wybrać: wzniesie się ku pełnemu życiu, podda się sile, która wciąga go w światło „ pięknego oblicza”, albo pogrąży się  i podda ciemnej sile, która wciąga go w chaos. I człowiek wybiera, chce tego czy nie chce.” I jeszcze Alice Hertz – Sommer, czeska pianistka, która przeżyła obóz koncentracyjny w Terezinie:

„ Każdy dzień to cud. Bez względu na to, jak trudne są okoliczności, mamy swobodę wyboru postawy wobec życia, możemy się nim cieszyć. Zło nie jest niczym nowym. Od nas zależy, jak postąpimy zarówno wobec dobra, jak i zła. Nikt nie może nas z tego zwolnić.”

Podobno człowiek zawsze ma wybór, choć Krystyna Sienkiewicz wyznała: „Żebym miała wybór, to zamieniłabym się w macierzankę, bo jest do urody i do smaku, a z grzybków…chciałabym być podróżniczkiem, twardzioszkiem przydrożnym.” Może to i dobrze, bo nie mielibyśmy wspaniałej aktorki.

Przyznam, że Julia Hartwig zachwyciła mnie mądrą refleksją z jej „Błysków”: „ Czy jesteś leniwa starości? Nie wykonujesz wszystkiego, co trzeba. Jesteś leniwa czy może, wbrew okulistom, widzisz lepiej i wybierasz, co najważniejsze?.”

A propos starości : „ Zawsze bądź miły dla swoich dzieci, ponieważ to one wybiorą twój dom spokojnej starości.”-radzi amerykański komik Phyllis Diller

Julia Hartwig podaje tamże za Janem Starobińskim szwajcarskim filozofem i krytykiem literackim przykład Mozarta, który „ na łożu śmierci prosił, by mu zaśpiewano tchnące życiem arie Papagena. Czy to nie zdumiewające? Kiedy miał do wyboru arie dobrego dzikusa i mędrca Sarastra, wybrał te pierwsze.”

Okazuje się, że jeszcze w trumnie można dokonać wyboru. Czego?

Na cmentarz - to wam przysiąc mogę, / kurdebalans, psia jego mać, / wybiorę jak najdłuższą drogę, / spróbuję z trumny dyla dać./ Niech zgorszy się familia luba, / grabarze w strachu łykną ćwierć, / będę wygłupiał się jak sztubak, / gdy wezwie mnie Profesor Śmierć.” – napisał George Brassens (tłum. W. Młynarski)

Uśmiechnij się! ( mimo wszystko)

Gwoli wyjaśnienia: tak zwani przekrojowcy to Marian Elie, redaktor naczelny i twórca „Przekroju” wraz ze współpracującymi z tygodnikiem najlepszymi ówczesnymi pisarzami i poetami:

„ W restauracji Pod Snopkiem przekrojowcy mieli swój ulubiony stolik […] Raz podmienili kartę dań, wpisując tam nazwy według własnego pomysłu. A więc jądra w szodonie, hemoroidy w śmietanie, młode piersi z opalenizną, penis z roszpunką…W pewnym momencie przyszła dystyngowana para. Pan wziął od kelnerki menu i nie zaglądając do środka, podał pani, aby sama wybrała. Przekrojowcy zerkają i widza jak oczy jej się robią coraz większe […] W końcu mówi do męża: - Trudny wybór …Może ty spróbujesz…”

                                              Jerzy Kisielewski [ Piąta woda po Kisielu ]

 


Sobota, Marzec 23, 2024, 19:14 | Brak komentarzy »

21.03.24

„ Czy kto już widział na polach bociany? /Czy kto już widział, powrotne jaskółki?” – Leopold Staff (1878 – 1957)

Na pytanie z motta, które zaczerpnęłam z wiersza „ Pean wiosenny” odpowiem niestety nie. Co do bocianów, które są symbolem narodzenia i życia, ale nie tylko to nie widziałam ich ani na polach ani w bocianich gniazdach. Miałam bowiem okazję w ostatnich dniach przejechać wraz z mężem sporo kilometrów drogami lokalnymi wśród pól i lasów, co osłodziło nam nieco przymusowe objazdy za sprawą rolniczych blokad. Widziałam za to piękną rodzinkę żurawi a nawet całą ich kolonię oraz wiele cudownych kluczy ptaków, których widok zawsze mnie wzrusza.  

„ Wiosno, wiosno, co szczęścia bezmiary / Skupiasz w mego serca szczęśliwości,/ Że świat cały wziąć mógłbym za bary!” – a to już z innego wiersza Staffa „ Znów wiosna”. Jakie to szczęścia bezmiary i jakież to cudowne i najsłodsze dary, ma dla nas wiosna, że chce się wziąć świat za bary?

Patrzmy i słuchajmy: „ A wrona, / Jak owdowiała po śniegu matrona, / Zadowolenia dając głową znaki / Wybiera tłuste i białe pędraki./ A w niebie dzwoni skowronek w ekstazie / I już kotkami puszą się wierzb bazie”  

Wydaje się, że już tylko tygodnie dzielą nas od czasu, kiedy „ roztoczą zieleni powaby / Lipy i buki, i klony, i graby, / Zaszumią liściem jesiony i dęby / I zaczną śpiewać wilgi, kosy, zięby / I opukiwać pnie, w świegotu gwarze, / Dzięcioły, lasu poważni lekarze. /  Tych leśnych lekarzy już słyszę w naszym przydomowym lesie, którego niestety wciąż ubywa za sprawą niszczycielskiej ręki człowieka.

„ I gdy się zapas zimowy uszczupli, / Ruda wiewiórka wylegnie z swej dziupli, / Bigotka, która gdy ją znuży taniec, / Przebiera w łapkach orzechów różaniec.” I pomyśleć, że: „ Jeszcze 8 tysięcy lat temu wiewiórka mogła, skacząc z drzewa na drzewo, przejść z terenu dzisiejszej Lizbony do Moskwy, ani razu nie dotykając ziemi. Potem zjawili się rolnicy.”- czytam w marcowym Tygodniku Powszechnym. Jakie jeszcze będziemy mogli zobaczyć cuda? „ Ślimak, śliniasty ślad znacząc swej drogi, / Popełznie ścieżką, wysuwając rogi / Niby dwa palce ku świętej przysiędze, / Że ma dom własny, choć żyje w -włóczędze. / Mrówki, niewolne, brązowe Numidy, / Będą budować swoje piramidy, / Znosząc budulec swój szczypta po szczypcie, / Wszędzie na świecie czując się w Egipcie.”

Uważność i współodczuwanie z budzącą się z zimowego snu przyrodą to moim zdaniem najlepszy i najtańszy lek na poprawę dobrostanu psychicznego:  

„ Bom otuchy pełen, bezżałosny, / Choć mnie gnębił tak zimy cień szary! / Myśl uderza w ton jasny, radosny!”. Wiosną pojawiają się nowe pomysły i łapiemy wiatr w żagle: „ Cóż to? Nowe zamysły, zamiary / W ożywionym krwi budzą się tętnic? / Spod popielisk wstają świeżo żary?”

Przy wiosennym słońcu mimo strat i porażek czujemy się zwycięsko:

[…] Czymże wszystkie dziś serca ofiary, / Czymże straty, porażki i klęski, / Czym stracone marzenia i mary?/ Tyś zwycięskie, więc i jam zwycięski, Słońce! […]

Wszystko to sprawia, że wiosna człowieka odmładza za sprawą „wiary, / Która wraca mi skarb mej młodości: / Bo się cieszę! Więc nie jestem stary!”

Ciekawa jestem kto podpisałby się pod apelem do wiosny naszego cudownego poety Staffa, bo ja to nawet obiema rękoma:

„ Kochaj mnie, wiosno! Pragnę się radować,/ Pragnę się cieszyć dzisiaj! Ty mnie prowadź,/ Młodzieńczy, nagi i drażniący wietrze!/ Niech mi twe skrzydło chmury z czoła zetrze!/ Biegnijmy z sobą razem na wyprzódki, /Depczmy liść suchy, wspomnienia i smutki:/ A kiedy znuży nas wyścig wesoły, / Będziem się krzepić, pijąc sok oskoły, / Którą wysącza brzóz kora nacięta./ Cieszmy, radujmy się! Radość jest święta,/ A życie boskie!”

Dziś cytaty wyłącznie z dwóch wierszy Leopolda Staffa z okazji Światowego Dnia Poezji, który obchodzimy w pierwszy dzień wiosny kalendarzowej. A w ostatni dzień marca będziemy świętować Wielkanoc. Czy zdążą rabaty pokryć „ śliczne wielkanocne kwiaty, / Hiacynt różowy, żółty i niebieski, / Niewinny narcyz, tulipan królewski”?

Życzę wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom mojego bloga:

                 Zdrowych i w dobrym humorze Świąt Wielkanocnych!!!

I niech nikomu nie pomyli się to Święto Ducha ze Świętem Brzucha- przed czym zawsze przestrzegał Stefan Kisielewski.

UŚMIECHNIJ SIĘ! (mimo wszystko)

Kuzyn z miasta odwiedza  wiosną bardzo zaniedbane gospodarstwo rolne Antka.

– Nic na tej ziemi nie wyrośnie?

– A no nic – wzdycha Antek.

– A jakby tak zasiać kukurydzę?

– Aaa… jakby zasiać, to by urosła.


Czwartek, Marzec 7, 2024, 22:03 | 2 Komentarze »

7.03.24

„ Musi być do wyboru, / Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło./ To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby”- Wisława Szymborska ( 1923 – 2012)

Dzisiejsze motto zaczerpnęłam z wiersza naszej noblistki „ Portret kobiecy”, który w dalszej części wpisu zacytuję jeszcze nie jeden raz. Wszak Dzień Kobiet już jutro.  Pierwsze jego obchody odbyły się …28. lutego w 1909 roku w Stanach Zjednoczonych. Natomiast data 8. marca nawiązuje do wydarzenia, które miało miejsce 8 marca 1908, kiedy to na ulice Nowego Jorku wyszło 15 tys. pracownic przemysłu odzieżowego, domagając się praw politycznych i ekonomicznych dla kobiet. Tyle historii.

„ Oczy ma , jeśli trzeba, raz modre, raz szare, / czarne, wesołe, bez powodu pełne łez. / …/ Naiwna, ale najlepiej doradzi./ Słaba, ale udźwignie./ Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała./ Czyta Jaspersa i pisma kobiece.”

A propos pism kobiecych. Jedno z nich „ Twój Styl” od 30. lat ogłasza plebiscyt wśród Czytelniczek na Kobietę Roku. W 2022 roku została nią Iga Świątek, a rok wcześniej 94-letnia Wanda Traczyk-Stawska - uczestniczka Powstania Warszawskiego i legendarna działaczka społeczna. Niestety nie wiem, co Pani Wanda powiedziała po otrzymaniu tego tytułu wraz ze złotą broszką.

„ Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most./ Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.”

Natomiast w 1997 roku w Szwecji Kobietą Roku zostaje niemniej sędziwa, bo 90. letnia Astrid Lindgren, bardzo dowcipna szwedzka pisarka, autorka między innymi „ Dzieci z Bullerbyn”, która tak skomentowała przyznanie jej tego tytułu: „ Przyznajecie nagrodę „Szwedka Roku” osobie bardzo starej, na wpół ślepej, na wpół głuchej i całkowicie postrzelonej. Musimy uważać, żeby to się nie rozniosło”

„ Której kobiecie i za co postawiłbym pomnik?” – to temat wypracowania jakie otrzymały dzieci z klas IV-VIII ze Szkół Podstawowych na Śląsku. Podsumowanie wszystkich 237 wypracowań opublikował „ Przekrój”. Najwięcej dzieci, bo 52. postawiłoby pomnik  Marii Skłodowskiej- Curie. Swój pomnik miałyby też między innymi: Walentyna Tiereszkowa, Indira Gandhi, Maria Konopnicka, Irena Kirszenstein, Helena Modrzejewska, Eliza Orzeszkowa. Pomnik miałaby też: nauczycielka Ludwika Wawrzyńska, która zginęła ratując dzieci z płonącego domu oraz dr Suworowa, która zasłużyła się w czasie epidemii ospy. Nie zabrakło też dzieci, które postawiłyby pomnik swojej Mamie, Babci, ulubionej Cioci i Sąsiadce. Aha, zapomniałam dodać, że „Przekrój” był z… 1968 roku. Ciekawe której Kobiecie i za co postawiłyby  pomnik dzisiejsze dzieci ?

„ Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,/ własne pieniądze na podróż daleką i długą,/ tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.

A propos. Nie wiem czy dr Wanda Błeńska trzymała w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem, ale że trędowatych to na pewno.  Moim zdaniem wie o tym więcej ludzi w Ugandzie niż w Polsce. Dr Wanda przez 40 lat leczyła tam trędowatych, nie używając rękawiczek, o ile nie wymagał tego rozsądek. Wspaniała kobieta, która w wieku 39 lat spełnia swoje dziecięce marzenie by zostać lekarką na misji w Afryce. Miałam zaszczyt poznać dr Wandę osobiście, co było dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Miała wówczas 100 lat, piękny uśmiech, śmiejące się oczy i niezwykłą światłość a nawet świętość na twarzy. Lubię przywoływać jej słowa: „ Myślę, że ważne jest, by umieć zapomnieć to, co przykre. A co jasne pogodne – z tego się cieszyć. I cieszyć się z tego co się ma.” Zmarła w wieku 103 lat do końca pozostając młodą duchem. Gdybym miała tylko jednej kobiecie postawić pomnik z pewnością byłaby to dr Wanda Błeńska.  

Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona./ Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi./ Albo go kocha albo się uparła. / Na dobre, na niedobre i na litość boską.” – i tak się kończy wiersz  „Portret kobiecy”, który po raz pierwszy ukazał się w roku 1976. Myślę, że każda kobieta odnajdzie w nim cząstkę siebie. A może nawet więcej.

Z okazji Dnia Kobiet Wszystkim Prababciom, Babciom, Matkom, Żonom, Siostrom, Teściowym, Synowym, Ciotkom, Siostrzenicom, Córkom i  Wnuczkom składam najserdeczniejsze życzenia.

UŚMIECHNIJ SIĘ! (mimo wszystko)

„ Gdyby wszystkie ciekawe kobiety tak się w słup soli przemieniły, jak żona Lota, to każdy miałby w domu Wieliczkę.”- Alojzy Żółkowski

„ Kobieta niezależna – jest to taka kobieta, która nie może znaleźć nikogo, kto by chciał zależeć od niej.”- Sacha Guitry

„ Kobieta wierna – taka, która uwzięła się tylko na jednego mężczyznę”. – Jean Rigaux


Niedziela, Luty 18, 2024, 13:18 | Brak komentarzy »

17.02.24

„Czasem luty się zlituje, że człek prawie wiosnę czuje; Ale czasem tak się zżyma, że człek prawie nie wytrzyma”- Samuel Adalberg ( 1867 – 1939), „Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich”

Tegoroczny luty jest bardzo litościwy choć nie z własnej woli, że się tak wyrażę lecz z woli człowieka. Nikt chyba nie wątpi, że wysokie temperatury powietrza w lutym, który zgodnie z nazwą – powinien być luty, czyli srogi, mroźny i śnieżny, a nie ciepły i deszczowy, że to efekt niszczenia Ziemi przez człowieka. Tym samym sprawdzalność przysłów dramatycznie z roku na rok spada. „Kiedy kot w lutym na słonku się grzeje, musi w marcu zajść na przypiecek”-  jaka będzie sprawdzalność tegoż, nieprzypadkowo wybranego - wszak dziś Dzień Kota -  okaże się już w…marcu. Przysłowie to również pochodzi z „ Księgi przysłów” polskiego historyka żydowskiego pochodzenia, paremiologa i folklorysty Samuela Adalberga.

Ale luty to nie tylko zima, której ni ma. Nie tylko dzisiejszy Dzień Kota, czy Walentynki, które były. To także Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, który będzie. Obchodzimy go 21 lutego. Dzień ten został ustanowiony przez UNESCO w 1999 roku. Z tej okazji o języku polskim ośmielam się co nieco napisać.   

„ Polszczyzna oficjalna to okazałe gmaszysko, do którego wiodą dwa wejścia: szeroka brama od frontu i wąskie drzwiczki od tyłu”- napisała lata temu w recenzji „ Słownika wyrazów kłopotliwych” Wisława Szymborska. Poetkę martwił, a nawet denerwował fakt, że bramą główną wchodzą „ słowa pilnie potrzebne, bo określają rzeczy i pojęcia nowe, do tej pory w języku nieobecne.” A dlaczego denerwują? Bo choć mają w polszczyźnie całkiem dobre odpowiedniki, to nie stoją obok w równym rządku. Przeciwnie, „ chcą być koniecznie jedyne i tym samym skazać na niebyt swoich poprzedników. Czyli – zamiast język wzbogacić, zubożają go”. Noblistka podaje jako przykład słowo „relacja”, które wyparło „ stosunek”, bo jak pisze: „ Stosunek” już nikomu, kto się oficjalnie wypowiada, nie przejdzie przez usta. Ceny są „relatywnie” niskie lub wysokie, złoty w „relacji” do dolara […] istnieją już tylko „ relacje „ małżeńskie, do czego co gorliwsi dodają „ bilateralne”. Ciekawam jakby Wisława skomentowała wybierane przez młodzież słowa roku? Na przykład: rel  (2023), essa (2022) czy śpiulkolot ( 2021), że wymienię tylko te z ostatnich trzech lat. Przyznam, że dla mnie brzmią jakby w innym języku. Tylko w jakim? Niech pomyślę. Hm…już wiem. Młodzieżowym!

A propos dobrych odpowiedników w polszczyźnie na wyrazy angielskie, to Ryszard Marek Groński znalazł w ówczesnej prasie na przykład takie: „ Zamiast billboardu – widocznik. Zamiast fitness club – kodycznik. Zamiast sex shopu – chucik. Zamiast grilla – pitraszer”.  

Z kolei Sławomir Mrożek zwracał uwagę, że: „ Już od dawna nie mówi się: smutek. Mówi się: depresja.” co ma swoje konsekwencje: „ Dlaczego wymieniliśmy słowo bogate na ubogie?” – pyta Mrożek. W końcu: „ Smutek i radość były stanami duszy, przyrodzonymi jak deszczowa i słoneczna pogoda. […] Teraz z duszą kiepsko, pozostała nam tylko fizjologia, więc mamy już tylko depresję. No, cóż: „ Dawny duch czasu tak się z dzisiejszym zgadza jak rękawiczka z prawej na lewą”-  podsumowałby rzecz Alojzy Żółkowski.

„ Język smuci się, choruje, — gdy ludzie źle nim mówią”- a to już Janusz Korczak, któremu pewnie w głowie by się nie mieściło, żeby na wulgaryzmy było społeczne przyzwolenie. A tak jest dziś. Znak czasu? Niestety tak.  

To dlatego apel Jana Brzechwy czyta się dziś z pobłażliwym uśmiechem: „ Kto w knajpie wstaje od stolika, / Niech słów na „d” i „k” unika,/ I choćby upił się jak świnia, / Niech do kultury się przyczynia” albo z żalem, że nie ma dziś następcy Brzechwy, który taktownie pouczał: „ Jeśli wypuścić chcesz wiązankę, / Opuść o cudzej matce wzmiankę; / Jeśli załatwisz się pod płotem, / Bądź kulturalny wpierw i potem. / Więc wszyscy Państwo się nauczcie, / Jak w domu, w mieście czy na uczcie / Przestrzegać dobrych form należy, / I bądźcie wzorem dla młodzieży.”

Tak naprawdę to od niej i następnych 2-3 pokoleń zależy, czy język polski znajdzie się wśród połowy 6000 języków, które – według UNESCO - ulegną zapomnieniu.

UŚMIECHNIJ SIĘ!

Aleksander Zelwerowicz słynny aktor i rektor warszawskiej szkoły teatralnej, do niezbyt utalentowanych kandydatek pchających się na studia aktorskie zwykł mawiać:

 „ A dlaczego pani chce być aktorką? Przecież jest tyle zawodów na „a”. A krawcowa, a fryzjerka, a konduktorka”.

 


Niedziela, Luty 4, 2024, 22:07 | 1 Komentarz »

4.02.24

„ Nie wszędzie, to jeszcze nie znaczy nigdzie. Nie zawsze, to jeszcze nie znaczy: już nigdy. Z tego, że nie teraz i nie tutaj, jeszcze nie wynika, że nie kiedy indziej i nie w innym miejscu. Cierpliwości” - Sławomir Mrożek (1930 – 2013)

I właśnie o cierpliwości chcę dziś napisać co nieco. Choć z drugiej strony kusi mnie, by odnieść się co nieco do uniwersalnej refleksji zawartej w motcie z Mrożka. Choćby, że nie wszędzie… tylko zło i diabeł i głupota.  Owszem „zło jest bardziej energiczne, potrafi działać z szybkością błyskawicy, jak blitzkrieg, dobro natomiast w przedziwny sposób lubi zwlekać. W wielu przypadkach ta fatalna dysproporcja przynosi straty nie dające się nigdy odrobić” – a to Adam Zagajewski. I myślę sobie, że tych przypadków aż nadto na dzisiejszej światowej ale i krajowej scenie. Na szczęście istnieje Dobro! I wraca!

„ Ale dobro wraca, spokojnie, niespiesznie, jak ci flegmatyczni, elegancko odziani, palący fajkę dżentelmeni-detektywi w staroświeckich powieściach kryminalnych, którzy pojawiali się na miejscu zbrodni nazajutrz po jej popełnieniu”- to dalej Zagajewski. A w mojej głowie pojawia się pytanie: czy Dobro nie mogłoby co nieco przyspieszyć?

Niestety, wraca zbyt wolno, tak jakby nie chciało pamiętać, że my jesteśmy tragicznie uwikłani w czas, że mamy bardzo mało czasu” – wciąż Zagajewski. Brakuje nam też czasami cierpliwości. Taki spektakl z dżentelmenami- detektywami tylko nie koniecznie palącymi fajki, którzy przybyli na miejsca przestępstw popełnianych z pełną świadomością przez ostatnie lata, rozgrywa się aktualnie na scenie krajowej. Każdy może go śledzić „ na żywo” na ekranie telewizora, a niekiedy i w kinie. Prawdą a Bogiem wymaga to sporej cierpliwości, żeby nie spasować w trosce… o własne zdrowie. Jednak cierpliwość potrzebna jest przede wszystkim detektywom - dżentelmenom. Oni nie mogą spasować.  

„ Geniusz to wieczna cierpliwość”  – powiedział genialny rzeźbiarz i malarz Michał Anioł. Jego dzieła są najlepszym dowodem na geniusz Mistrza. Cztery lata zajęły mu freski w Kaplicy Sykstyńskiej, osiem lat Sąd Ostateczny, że wymienię jedynie te dwa.

Z kolei „ Humor i cierpliwość to dwa wielbłądy, na których przemierzyć można wszystkie pustynie” – twierdził Phil Bosmans. A propos.

Perski poeta Rumi, opowiada w swojej Masnawi historię człowieka okropnej brzydoty, który szedł pieszo przez pustynię. „ Zobaczył, że coś błyszczy w piasku. Był to kawałek lustra. Schylił się, chwycił ten kawałek lustra i przyjrzał się mu. A nigdy przedtem lustra nie widział. – Co za okropność! – zawołał. – Nic dziwnego, że ktoś to wyrzucił, gdzie popadło! Odrzucił lustro w piasek i szedł dalej.” No cóż, z tego nie wynika, że skoro nie teraz i nie na pustyni to nie kiedy indziej i nie w innym miejscu człowiek ów nie rozpozna się w lustrze.  

Z kolei zaglądam do autobiografii Stefana Friedmanna, który napisał: „ Kiedy się czasem obserwuję przy goleniu albo w garderobie teatralnej w lustrze – to co widzę? Faceta, który się nie nudzi. Jak to robię? Po prostu taki się urodziłem. Nie umiem się nudzić. Umiem się nie nudzić.” Szczęściarz. A propos.

Kazimierz Rudzki zauważył, że „ ostatnie statystyki wykazują na świecie wyraźne nadwyżki smutku przy automatycznym deficycie  - radości… Ale humor cierpi nie tylko z powodu przewagi – smutku… Jest jeszcze nuda… I dlatego bardzo proszę nie wierzyć różnym oficjalnym nudziarzom, że bez nudy nie ma radości życia… Nic podobnego! Jedno jest pewne, że ciężkie bywa życie z nudą, natomiast absolutnie niemożliwe bez – humoru.”

Co zaś do powrotu Dobra miejmy nadzieję, że choć „niespiesznie jak pielgrzym” za to „ nieuchronnie jak świt” w końcu pojawi się wszędzie tam, gdzie jest cierpliwie wyczekiwane.  

Uśmiechnij się ! ( mimo wszystko)

Ojcowie pustyni czyli pierwsi mnisi chrześcijańscy, którzy od końca III wieku prowadzili życie samotne albo w niewielkich zgromadzeniach na pustyniach egipskich i nie tylko znani są z mądrych sentencji i oczywiście humoru. 

Pewien starzec łowił ryby na brzegu Morza Czerwonego, gdy podchodzi do niego jakiś wędrowiec.

- Dużo ryb złowiłeś, bracie? - spytał zaciekawiony.

- Jeśli złowię tę, co bierze teraz, a potem jeszcze dwie, to razem będę miał trzy.

I jeszcze Kazimierz Rudzki we wspomnieniu Zygmunta Kałużyńskiego:

„ Nieżyjący już Kazimierz Rudzki, który był moim kolegą szkolnym, powiedział mi, w owym tonie fałszywie ojcowskim, który zdobył mu sławę jako konferansjerowi i którego używał również na co dzień: „Zygmusiu, mówią o tobie, że jesteś brudny”. „Niesłusznie – odpowiadam mu na to – co prawda jestem zaniedbany w ubraniu, ale myję się i również się kąpię” (co jest prawdą). Na to Rudzki przyjrzał mi się powtórnie z wyrazem przygnębionej troski, który stanowił jego copyright, i stwierdził: „Może powinieneś zmieniać wodę”.

 


Niedziela, Styczeń 21, 2024, 11:00 | 2 Komentarze »

20.01.24

Dzieci to jedno. Ale dopiero z wnukami przychodzi poczucie jeszcze większego sensu i spełnienia. Jeżeli dzieci nadają sens naszej egzystencji, to wnuki są jego potwierdzeniem”- Henning Mankell (1948-2015)

Dzisiejszy wpis jak zwiastuje motto autorstwa szwedzkiego pisarza będzie o Babciach i Dziadkach z okazji ich Święta, które przypada 21. i 22.stycznia.  

 „Kiedy budzę się rano, od razu sięgam pod poduszkę i wyciągam zdjęcie uśmiechniętego wnuka. Patrzę na roześmianą buźkę i od razu humor mi się poprawia”- usłyszałam lata temu na jednym ze spotkań autorskich. Była to odpowiedź starszej pani na moje pytanie: Czym poprawić szybko i skutecznie kiepski humor od rana?  Przyznam, że bardzo mi się spodobał ten pomysł. A odkąd zostałam babcią Kubusia i Lenki ( w takiej właśnie kolejności) z powodzeniem sama go stosuję z tą tylko różnicą, że zdjęcie obojga mam na tapecie smartfonu. Szczerze polecam ten pomysł na poprawę porannego humoru wszystkim Babciom i Dziadkom.

Szczególnie tym, którzy po przebudzeniu czują to, o czym Leopold Staff napisał w wierszu „ Przebudzenie”: „ Jest świt/ Ale nie jest jasno/ Jestem na pół zbudzony./ A dookoła nieład./ Coś trzeba związać, /Coś trzeba złączyć,/ Rozstrzygnąć coś,/ Nic nie wiem./ Nie mogę znaleźć butów,/ Nie mogę znaleźć siebie./ Boli mnie głowa.”

Moim zdaniem uśmiech,  którym obdarzają nas wnuki jest nie tylko naszym słońcem, które spędza zimę z naszego oblicza – jak mawiał Wiktor Hugo, ale też najlepszym lekarstwem na wszelkie nasze bóle w tym głowy, na smutki, na odnalezienie siebie i co tam jeszcze. Innymi słowy jest tym, czego bardzo potrzeba Babci i Dziadkowi.

A w wierszu Ludwika Jerzego Kerna czytam: „ Co rano ja wstaję wesoły jak motyl,/ Wyspany,/ Leciutki,/ I pełen ochoty./ Oczęta mi błyszczą,/ W mej duszy coś ćwierka- [a dalej to już moja „poezja”] – Że to nie jest banialuka,/ Mieć pod ręką uśmiech wnuka!

                  A propos, ciekawi mnie bardzo, czy są gdzieś na świecie wnuki, którzy dla poprawy humoru oglądają zdjęcia swoich uśmiechniętych Babć lub Dziadków? Wszak Dzień Babci i Dziadka obchodzony jest nie tylko w Polsce. Bo i w Brazylii i w Bułgarii ( 21stycznia), w Hiszpanii (26 lipca), zaś we Francji ma charakter ruchomy (świętowanie w marcu). W państwach anglosaskich obchodzony jest jako Narodowy Dzień Dziadków, który w Wielkiej Brytanii wypada w pierwszą niedzielę października, a w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie we wrześniu (w niedzielę po Święcie Pracy).

Witajmy się i żegnajmy z wnukami uśmiechem bez względu na stan ducha i ….uzębienia. A propos.

Gabriel Marquez kolumbijski pisarz i noblista w swej autobiografii wyznał, że odkąd sięga pamięcią przeżywał tortury, kiedy babcia myła mu szczoteczką zęby każdego ranka, podczas gdy ona sama miała ten magiczny przywilej, że mogła swoją szczękę wyjąć do mycia i zostawić w szklance na czas snu. A ponieważ nikt nie wyjaśnił mu tego cudu, długo upierał się, by dentysta zrobił mu to samo co babci, żeby mogła myć jego zęby, kiedy będzie się bawił na dworze.

Bycie Babcią i Dziadkiem jest wspaniałe. Jednakże pod warunkiem, że nie grozi nam scenariusz z wiersza Tadeusza Różewicza: „[…] Pij Synku polską maślankę/ i przestań męczyć ojca!/ A kogo mam męczyć?/ Męcz babcię/[…]/ Twój dziadek mówił/ „Kto ma pszczoły ten ma miód/ Kto ma dzieci ten ma smród”/ Dziadek jest mądry jak Fukuyama/ To dlaczego go nie odbieracie/ ze szpitala…?”

Fajnie też być wnukami. Ale broń Boże mieć takiego dziadka jak Jerzy Waldorff, który w książce „ Uszy do góry” wspomina: „ Będąc dzieckiem, miałem takiego dziadka, który regularnie, co Popielec, przychodził i spuszczał mi tęgie lanie. Kiedy z rykiem pytałem go:

- „Dlaczego mnie dziadzio bije?”- odpowiadał: - „Abyś pamiętał, że za ciebie męczono Chrystusa Pana!”

Odtąd cechuje mnie trwała skłonność do rozmyślań w Wielkim Poście nad ułomnościami ducha i ciała.

Uśmiechnij się! (mimo wszystko)

Pytanie: ulubione słowo babci do wnuczka? Dwanaście liter. Odpowiedź: Jedzjedzjedz!

i jeszcze:

- Dziadku, jestem z ciebie naprawdę dumna!            

- Z jakiego powodu?

- Bo  nauczyłeś się przy kichaniu dłonią zakrywać usta.                       

- No pewnie. A jakbym złapał zęby?

 

 

 


          
 

 
 
 
(c)2021, All Rights Reserved
Liczba odwiedzin: 21018